Oceany pomysłów
Autor: Borys Jagielski
Trudno o mnie powiedzieć, że mam ograniczoną wyobraźnię. Bądź co bądź czytam fantastykę - to chyba wystarczający kontrargument. A jednak gdy przychodzi do tworzenia przygód na potrzeby RPG, cierpię na swoiste ograniczenie umysłowe. Nie potrafię stworzyć scenariusza, o którym z ręką na sercu mógłbym powiedzieć, iż od początku do końca jest moim i tylko moim projektem. Zawsze muszę zaczynać od jakiegoś punktu zaczepienia - choćby bardzo małego, ale cudzego. Potem popuszczam wodze fantazji bez przeszkód, samodzielnie tworzę wątki, bohaterów niezależnych, zwroty akcji, lecz ów "zarodek przygody" zaczerpnąć muszę z cudzej wyobraźni. Może on pochodzić z książki, z filmu, z gry komputerowej, z sytuacji dostrzeżonej w telewizji bądź na ulicy, z Internetu - to akurat większego znaczenia nie ma. Faktem jest jednak, że od zupełnego zera zaczynać nie lubię, nie potrafię i nie chcę.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Cerebralny odpowiednik blokady na koło samochodowe? Kto wie. A może po prostu zdaję sobie sprawę, że wszystko zostało wymyślone, i podświadomie skłaniam się do bezpośredniego tworzenia wariacji cudzych pomysłów miast udawać, że wymyśliłem coś "sam"? Twórcze iskierki, jakie powstają w naszej głowie, i tak były, są i będą wytworem mieszanki, której źródło stanowi otaczająca nas kultura.
Właśnie dlatego, jeśli pokażecie mi człowieka, który ma autentyczne problemy z pomysłem na przygodę do RPG, ja pokażę Wam kogoś, kto nie czyta książek, nie ogląda filmów, nie spotyka się z innymi ludźmi, nie ma żadnego dostępu do Internetu, nie wie, co to telewizor - et cetera, et cetera. Dajcież spokój. Przecież w trakcie lektury pierwszej lepszej powieści (niekoniecznie fantastycznej, współczesna obyczajowa też się nada) wystarczy odpowiednio nastroić ścieżki myślowe i już do głowy cisnąć się będą pomysły na erpegowy scenariusz, świeże idee w postaci wątków, lokacji, bohaterów albo wydarzeń. A film? Czy istnieje dzieło kinematograficzne, które nie jest w stanie posłużyć Mistrzowi Gry za pożywkę? Nie sądzę. No, może z pominięciem awangardowych wymysłów Andy'ego Warhola, który potrafił przez wiele godzin z rzędu filmować np. śpiącego człowieka (rezultaty do podziwiania w ośmiogodzinnym "filmie" pt. "Sen", lecz legenda głosi, że nikt jeszcze nie zdołał obejrzeć go od początku do końca).
Sztuka stworzenia dobrej przygody nie polega zatem na znalezieniu dobrego pomysłu - bo tych naprawdę jest na kopy - lecz na stworzeniu z kilku dobrych pomysłów harmonijnej całości. Tutaj recepty na sukces już niestety nie ma. Wszystko zależy od wyczucia Mistrza Gry i gustów prowadzonej drużyny. Udanej kompozycji elementów tworzących scenariusz da się dokonać na wiele różnych sposobów. Poza tym każdy pomysł idzie wykorzystać różnorako. Ot, na przykład załóżmy, że rdzeń przygody stanowić ma artefakt dający niezwykłe możliwości. Jak umieścić go w scenariuszu? Czy powinien trafić w ręce bohaterów? Ich wrogów? Może będzie przewijać się w tle i wzbogacać setting, nie mając jednak żadnego praktycznego znaczenia? Co złego jest właściwie w rozwiązaniu kombinowanym - najpierw dowiadują się o nim postacie, potem okazuje się, że trafił w ręce ich przeciwników, a na koniec oni sami stają się szczęśliwymi posiadaczami artefaktu? Łatwo tu przedobrzyć, ale jeśli zachowamy umiar, umiejętne połączenie kilku opcji będzie chyba najlepszym wyjściem.
Pamiętajcie wreszcie, że pomysł na przygodę to nie wszystko; to dopiero początek. Chyba wszyscy uczestniczyliśmy w sesjach, w których scenariusz przygody doszlifowano teoretycznie w najmniejszych szczegółach, a mimo to coś nie wypaliło. I z drugiej strony - nie wiem jak Wy, ale ja brałem udział w erpegowych partiach o kiepskich założeniach fabularnych, a mimo to wspominam je jako bardzo, bardzo sympatyczne. Najważniejsze, by wszyscy dobrze się bawili we wspólnym gronie, potrafili cieszyć się przede wszystkim swoim towarzystwem. Gdy tylko zaczniemy przygotowywać sesje pod tym kątem, "pomysł na przygodę" stanie się problemem zupełnie marginalnym.
Powyższy artykuł pochodzi z 64. numeru zinu Inkluz i zamieszczony został za zgodą redakcji czasopisma.
Waszym zdaniem...
Komentowanie w tym dziale dostępne jest po zalogowaniu.